Wrzesień 2019 rok
01.02.22 - 14.03.22
          
[8 I]
16 VII
[28 I]
Urodziny Rachel
Wątek otwarty dla wszystkich
06 IX
[03 III]
Lekcja Numerologii
Lekcja dla VII rocznika
0000
0000
0000
0000
  Kolejny rok dobiega końca.
  Rok, który był wyjątkowy, taki w którym wiele się zmieniło, ale też taki, który przynosi nadzieję na nowy, lepszy początek.
  Przede wszystkim nasza Hogwarcka kadra uległa dużemu przerzedzeniu. Przeciwko dyrektorowi Darby’emu wystosowano zarzuty korupcji, nepotyzmu jak i ogólnego łamania prawa, w które zamieszanych było część nauczycieli. Z powodu licznych skandali został on odsunięty od władzy, a w miejsce profesorów ściśle współpracujących z nim, zatrudniono nowych. Mamy wciąż z tego powodu braki w kadrze, ale nowa pani Dyrektor robi co w jej mocy aby Hogwart stał się lepszym miejscem.
  Nadszedł też czas aby ogłosić wyniki na które wszyscy czekali — kto zdobywa Puchar domów?
  Z radością pragniemy ukoronować dom, który zdobył największą ilość punktówy, wykazał się wkładem i zaangażowaniem w życie swojej małej społeczności i doprowadzili ją na szczyt. W tym roku szkolnym zwycięzcą z 1062 punktami zostaje Hufflepuff! Wszystkim mieszkańcom domu Borsuka gratulujemy, a pozostałych zachęcamy by podążali ich śladami. Drugie miejsce z 989 punktami zajmuje Ravenclaw, trzecie miejsce z 874 punktami Gryffindor i czwarte miejsce należy do Slytherinu z 834 punktami.
  Lato nadchodzi, wszystkim wam życzymy mnóstwa przygód, dobrej zabawy i wypoczynku. Pragniemy was jednak prosić o roztropność i uwagę, byśmy mogli się spotkać wszyscy po wakacjach. Na wyspach dzieje się wiele dziwnych rzeczy, uważajcie na siebie, nie podejmujcie zbędnego ryzyka i przede wszystkim pamiętajcie, że to od waszych decyzji zależy, czy uda wam się spędzić szczęśliwe lato.

EpiskeyGabinet profesora Hansena
#1
Gabinet profesora Hansena
Średniej wielkości pomieszczenie zarekwirowane na użytek Hansena, niemal pozostawione w stanie surowym. Wyposażone w biurko, kilka krzeseł, kominek, regał na książki, barek i gablotkę z przedmiotami o niezidentyfikowanych właściwościach, które pokrywa warstewka kurzu. Spróbuj ruszyć, a ręka ci uschnie, ostrzega każdego śmiałka zezującego w stronę mebla. Na półkach tak naprawdę znajduję się relikty przeszłości - pamiątki po licznych podróżach, niektóre skrajnie niebezpieczne. Z gabinetu przechodzi się do małego pokoju, wręcz klitki, rzadko używanej części zagospodarowanej na skromną sypialnię.
Odpowiedz
#2
22.05.2019 r., późne popołudnie
Dzisiejszy dzień był wyjątkowo uciążliwy, jeden z najgorszych, jakie do tej pory miał okazje przepracować w murach tego zamku. Powodem tego stanu rzeczy nie była młodzież, chociaż niewątpliwie kilka srebrnych jednostek mogło rywalizować o to, które szybciej wyprowadzi jego nerwy na spacer. Nie przyczyniła się do tego również najbardziej problematyczną klasą, z jaką miał niewątpliwą przyjemność współpracować. Ku jego ogromnej uldze środek tygodnia była dniem wolnym do klasy VI. Podłoże paskudnego samopoczucia i złej kondycji zarówno fizycznej, jak i psychicznej, było całkiem inne.
Czując przenikliwy ból w lewym barku, zazgrzytał na zębach. Odłożył pióro, kiedy na pergaminie pojawił się kleks pokaźnych rozmiarów, jasny sygnał, że nie wystosuje dzisiaj odpowiedzi na list. Poruszył odrętwiałymi, drżącymi palcami, rozglądając się półprzytomnym spojrzeniem po surowie urządzonym gabinecie, który zarekwirował na użytek własny, gdy niespełna pięć lat temu przejął pałeczkę po przednim nauczycielu starożytnych run, który udał się na zasłużony odpoczynek - emeryturę. Zatrzymał wzrok na meblu, gdzie trzymał znieczulenie na czarną godzinę. Nie pewny, czy organizm będzie z nim współpracować, zaryzykował, nie mając innego wyjścia, mimo iż teoretycznie miał różdżkę pod rękę, ale nie był pewny czy uda mu się ją utrzymać w dłoni. Wstał, asekurując się biurkiem, by nie stracić równowagi. Odchylił na moment głowę do tyłu i westchnął ciężko, dopiero teraz uświadamiając sobie, że amplituda oddechu była zaburzona; klatka piersiowa unosiła się i upadła w nieskorodowanych odcinkach czasowych. Dyszał, jakby pokonał siedem pięter zamku w zatrważająco szybkim tempem.
Jeden krok, drugi, trzeci. Ciało wyraźnie się buntowało za każdym razem, gdy stawał stopę do przodu. Ostatecznie zachwiał się i cały ciężar oparł regał, strącając z niego dwie książki. W tej chwili całkowicie o to nie dbał. Potrzebował zagłuszyć ból. Klątwa, ta przeklęta klątwa. Akurat teraz musiała dać o sobie znać, kiedy nie miał pod ręką żadnych eliksirów zdrowotnych. Kurwa. Kurwa. Kurwa. Nawet nie miał siły wyrzucać z siebie przekleństw.
Po upływie kilku minut, które w jego obecnym stanie przeciągły się do wieczności, znalazł się prowizorycznym barku. Wyjął z niego ostatnią butelkę Ognistej Whisky. Ocenił wzrokowo odległość, jaka dzieliła go od drzwi do pomieszczenia wydzielonego na miejsce do spania, ale ostatecznie zrezygnował z pomysłu zanurzenia twarzy w poduszce. Usiadł na podłodze, zaciskając mocno palce na butelce. Syknął, odkładając ją. Jego zdrowa ręka powędrowała do kikuta, który dawał o sobie znać. Poczuł pod palcami opuchliznę. Protezę zostawił na biurku jak niechcianą rzecz obok kałamarza, pliku papierów i listu. Jego autor nie doczeka się odpowiedzi przez najbliższe dni.

@Raven Rhodes
[Obrazek: Ih9T0CN.gif]
Battle about getting up from bed
Next dance in circus of events
The life through fingers is swimming to emptiness
And battle for shred of myself
Odpowiedz
#3
  Plan był prosty. Ogarnąć się, zawinąć Jayowi szluga i przykleić na twarz radosny uśmiech tuż przed wparowaniem z buta do gabinetu Hansena, żeby wymusić na nim współpracę. Przed lekcją nie, po lekcji nie, tam zajęty, tutaj z kolei kolejka jak po amortencję przed walentynkami - już się zaczynała zastanawiać czy jej przypadkiem nie unikał, ale też nie za bardzo miała opcję go tak po prostu olać. Za dużo czasu i energii poświęciła na te cholerne skrypty, a poza tym potrzebowała dla własnego świętego spokoju dodatkowej warstwy ochrony dla Rivera. Szczególnie teraz, jak uparł się robić wszystko sam i po swojemu. A ona nie mogła ciągle robić za żywą tarczę i automatyczną armatkę, jak jasniepanu się coś rozpierniczy w planie.
  — Hansen, znajdzie się chwila na... — przerwała, patrząc na siedzącą na podłodze kupkę siedmiu, albo i więcej, bo kto go tam wiedział, nieszczęść. Z tą chwilą to ewidentnie może być problem. Kurwa. Chociaż nie prezentował się najlepiej, odruchy dalej miał prawidłowe - butelka w dłoń i byle do piątku. Westchnęła ciężko i zamknęła za sobą drzwi, jak raz. Niech Hansen lepiej doceni jak ona mimo wszystko dba o jego reputację, jak kurtuazyjnie chowa ten jego obraz żalu, upadku i rozpaczy przed innymi mieszkańcami zamku. Ją nie za bardzo wzruszał ten widok, nawet jeśli podejrzewała, że mogą istnieć biedne, naiwne stworzenia, których światopogląd by sie zawalił na widok tego stanu Hansena, bo miały go przecież za całkiem spoko gościa. Ogarniętego i w ogóle. I tak jak na pierwszy rzut oka, szczególnie taki niewprawiony w zalewaniu pały, wielki pan psor się spił przed ciszą nocną w środku tygodnia, tak dla niej bardziej przypominał kogoś, kto palnął o jedną rzecz za dużo i właśnie dostał po mordzie. Co jak co, ale jeszcze potrafiła rozróżnić czy ktoś właśnie walczył ze sztormem na bezwietrznej pogodzie, czy zwijał się na torturach z bólu marząc o tym, by nigdy się nie urodzić. Za wiele razy przetańczyła to tango samodzielnie, żeby mieć jakiekolwiek wątpliwości.
  — Zwijanie się w kącie to twój osobisty wybór, czy potrzebujesz pomocy? — zniżyła odrobinę głos, zdając sobie sprawę, że właśnie wdepnęła w bardzo solidne bagno. Co do kurwy było z tymi facetami wokół niej, że postanowili masowo zgrywać damy w opałach? Żeby to jeszcze były jakieś proste, oczywiste sytuacje, ale nie. Między młotem a kowadłem, kurwa. Wyjdzie bez słowa, to gość sczeźnie i tyle będzie z niego pożytku. Zaproponuje pomoc, to już chuj, że na nią nawarczy, nie pierwszy i na pewno nie ostatni raz, ale zaraz okaże się, że właśnie zrobił coś ultra debilnego, a ona znalazła się w złym miejscu o złym czasie i ją też pierdolnie to, cokolwiek pierdolnęło jego. A nie miała w planach tego wieczoru zdychać w męczarniach, nie, dziekuję, ona postoi. I przy okazji szybko rozejrzy się, czy nikt nie celuje w nią siekierą, a z sufitu nie zwisa jakiś trujący bluszcz gotowy ją w każdej chwili przyprawić o niewyjściową wysypkę na ryju. Tylko tak stać i patrzeć jak się Hansen męczy też głupio, szczególnie że miała do niego sprawę. Rozwiązanie było oczywiście banalne i zakładało, że zwyczajnie przestanie wbijać do jego gabinetu bez pukania, ale ten statek już odpłynął parę sekund temu. Nie zamierzała zresztą marnować czasu na durne ceregiele tylko dlatego, że facet miał w zwyczaju trenować wytrzymałość pod wpływem Cruciatusa. Bo dla niej tak to właśnie wyglądało.
  Nawet nie odstawiła torby, bo też nie zamierzała się z miejsca rzucać mu na pomoc. Wyczarować z głowy co mu właściwie jest, gdzie i dlaczego boli, pomóc tak, żeby nie spierniczyc niczego bardziej i jeszcze pewnie pogłaskać biedaczka po głowie, że w ogóle boli. Boli to boli, w ten czy inny sposób przestanie. Jeśli zamierzał ją posłać w tym momencie do diabła, samemu się przy okazji powoli wybierając na tamten świat, to też nie zamierzała mu się specjalnie dziwić. Ona sama nie najlepiej znosiła obecność ewentualnej pomocy, nawet jeśli następnego dnia była niezmiernie i po cichu wdzięczna za drobiazgi w rodzaju tamowania krwawienia czy nastawiania kości, póki tak czy siak bolało jak skurwysyn i się jeszcze nie zrosło, bo łamanie na nowo… Czekała, sterczała jak kołek, bo co innego miała zrobić, aż jej Hansen powie co go sponiewierało i czy potrzebuje podusi, albo też samym wyrazem twarzy przekaże, że z rozmowy nici i będą się od teraz posługiwać wyłącznie niemym językiem nienawistnego spojrzenia.

@Jesper Hansen

'cause i may be bad but i'm perfectly good at it
Odpowiedz
#4
Szanse na to, że do jutra poczuje się znacznie lepiej z sekundę na sekundę obniżały się coraz bardziej. Nie miał złudzeń, że nazajutrz będzie w stanie poprawnie funkcjonować. W ramach potwierdzenia swoich przypuszczeń sięgnął dłonią po porzuconą butelkę i otworzył ją, choć nie bezwysiłkowo. Musiał trochę się nagimnastykować, by wypracować jakikolwiek kompromis z korkiem. Ostatecznie jednak, gdy pojawiła się pewność, że inaczej nie uśmierzy bólu i jednym ratunkiem jest jeden z wielu jego nałogów, bez zawahania wlał sobie do gardła kilka łyków trunku. Nawet się nie skrzywił, przełykając whisky. Żeby poczuć cokolwiek, wypił duszkiem jedną czwartą zawartości butelki, odnajdując w końcu chwilowe ukojenie. Odkładając naczynie, sięgnął do kieszeni w poszukiwaniu jeszcze jednej ucieczki od problemów w formie skrętów, w które zapatrywał się regularnie na Nokturnie od dwóch lat.
Pod natłokiem kotłujących się w głowie myśli oraz bólu, jaki próbował rozsadzić wnętrzności, niemal nie kontaktował, więc nie był świadomy, że jego prywatność została naruszona przez jednostkę, która zwykle była jednym wielkim rozczarowaniem. Nie zarejestrował jej obecności, kiedy odezwała się po raz pierwszy, demonstrując Hansenowi swoje braki w dobrym wychowaniu. Otumaniony przez następstwa klątwy, nie był wykrzesać z siebie racjonalnego spojrzenia na otaczająca go rzeczywistość. Zaciągnął się namiastką szczęścia, jaką odczuwał, trując organizm środkami odurzającymi, po które zdecydowanie nie powinien sięgać w murach tego zamku, ani nawet na oczach tej wybitnie irytującej uczennicy. Teraz jednak przyświecał mu jeden cel - musiał zagłuszyć ból, jaki odczuwał.
W chwilach swoich największych słabości, gdy klątwa dawała o sobie znać w najbardziej brutalny sposób, na jaki było ją na ten moment stać, Hansen dbał o to, by w samotności, bez świadków przetrwać te godziny męki, ale tym razem nie dała mu szans na odpowiednią reakcje. Nie zaalarmowała wcześniej o ataku, zatem nie miał okazji, by zabezpieczyć drzwi skryptami ochronnymi i tym samym uchronić się przed obecnością intruzów. Zaciągnął się głęboko, czując chwilowe wytchnienie, aczkolwiek świadomość, że to dopiero początek skutecznie sprowadziła go do parteru, tak samo jak głos Rhodes.
Gdy odezwała się po raz drugi, uświadomił sobie, że nie jest sam. Podniósł wzrok znad butelki, by namierzyć jej sylwetkę, chociaż kontury jej twarzy były wyraźnie rozmazane. Zmrużył oczy, wpatrując się ją w milczeniu. Znowu się zaciągnął, po kilku sekundach chowając twarz w dymie.
- Moim osobistym wyborem jest samotność - burknął warkliwie pod nosem. - Wynoś się stąd. Drzwi masz za plecami. Wystarczy kilka kroków w tył. – Była ostatnią osobą, którą prosiłby o pomóc. Nie miał wątpliwości, że jutro jego fatalny stan zdrowia, jak i zamiłowanie do butelki będzie na językach uczniów. Obecność Rhodes utwierdzała go w tym przypuszczeniu, ale obecnie o tym nie myślał. Ból znowu się odezwał, a razem z nim drgawki na całym ciele. Zacisnął zęby, żeby tego nie akcentować werbalnie i w końcu zerwał kontakt wzrokowy, spuszczając głowę.

@Raven Rhodes
[Obrazek: Ih9T0CN.gif]
Battle about getting up from bed
Next dance in circus of events
The life through fingers is swimming to emptiness
And battle for shred of myself
Odpowiedz
#5
  Wywróciła oczami, powstrzymując się przed kolejnym ciężkim westchnięciem. Ostatecznie jedną drama queen już mieli, więc chcąc niechcąc musiała własną chęć do teatralności chociaż odrobinę schować, jeśli w ogóle mieli się kiedykolwiek doczłapać do jakiegokolwiek celu. Najwyraźniej musiała zacząć robić za kapitana, nawigatora, bosmana i kwatermistrza jednocześnie. Szkoda tylko, że na myśl o kurwie pokładowej w ich relacji wszystkim robiło się niedobrze. No cóż. Ostatecznie nie po to tutaj przyszła. Mogła się przekomarzać, bawić się w przekraczanie granic dobrego smaku i irytować wszystkich wokół, ale nie wyobrażała sobie, żeby faktycznie gość rzucił dla jednorazowej przyjemności karierę, nawet tak bzdurną jak nauczanie w Hogwarcie. A ponieważ ewidentnie nie ułatwiał samemu sobie życia, trudno było wymagać, żeby jakoś specjalnie ułatwiał jej. Z drugiej strony przecież właśnie za to go uwielbiała. Za bycie uosobieniem wyzwania na każdym kroku i wymaganie od niej odrobiny więcej wysiłku, jeśli chciała uzyskać od niego jakąkolwiek satysfakcjonującą ją odpowiedź. To było na swój sposób urocze, że nawet zwijając się w męczarniach próbował dać z siebie jak najwięcej w tej relacji. Coś za coś, wiedza o runach za wymanewrowanie w jego podłym nastroju i stanie na w miarę spokojne wody. Nauczyciel z prawdziwego powołania, można by rzec.
  — Powiedział dramatycznym tonem, zwijając się na podłodze. Klimat trzynastolatki z okresem jest, brakuje ci tylko faktycznej kałuży krwi — prychnęła, odstawiając w końcu torbę na podłogę. — Ale naprawdę zaczynasz mnie martwić, bo na tym etapie naszej znajomości powinieneś wiedzieć lepiej niż zwykłe pokazywanie mi drzwi. Czy kiedykolwiek wcześniej zadziałało to tak, jak sobie życzyłeś? — dodała tonem niemal komicznie przepełnionym troską, wyraźnie niewspółgrającym z jej mimiką ani gestami. Nie wyglądała na szczególnie zmartwioną czy też przejętą, metodycznie i mechanicznie wręcz wykonywała kolejne czynności z miną, jakby grała w bardzo dobrze sobie znaną grę, wymagającą tylko odrobiny skupienia w początkowych rozdaniach. Jednym zgrabnym ruchem dobyła różdżki, żeby przynajmniej prowizorycznie zamknąć za sobą zamek w drzwiach. Jeśli ona mogła tak po prostu wparować z buta to oznaczało, że każdy mógł, a wylecenie ze szkoły za domniemane znęcanie sie nad członkiem kadry, jakkolwiek imponująco by to nie brzmiało, nie znajdowało się w planach na ten tydzień. Ani nawet na następny. W ten sposób przynajmniej zostaną ostrzeżeni, zanim kolejna postać spróbuje wkroczyć na scenę. Ruszyła w kierunku Hansena, zgarniając przy okazji dwa krzesła z drugiego końca pokoju i lewitując je na miejsce tuż obok sponiewieranego nauczyciela. Przystając przy nim, wyciągnęła wolną dłoń w jego kierunku, doskonale zdając sobie sprawę, że magiczne usadzenie rosłego faceta na krześle może być odrobinę bardziej skomplikowane niż magiczne podsunięcie mu rzeczonego krzesła pod nos.
  — Jak umierasz to mi lepiej powiedz teraz, bo głupio by było iść siedzieć za ciebie jak za człowieka — spróbowała rzucić to ostrzeżenie z jak najbardziej neutralną miną, ale bardzo szybko zdradziły ją lekko uniesione w górę kąciki ust. Żałowała tylko, że nie wie czy Hansen nie jest aby animagiem. To byłby o tyle lepszy żart, gdyby był. I o tyle bardziej imponujące w ogóle, gdyby faktycznie był.

@Jesper Hansen

'cause i may be bad but i'm perfectly good at it
Odpowiedz
#6
Nie wiedział, w jakim celu Rhodes zjawiła się w tym gabinecie i czemu do jasnej cholery postanowiła przypomnieć mu o swoim istnieniu i naruszyć jego prywatność. Każda istota rozumna powinna w takiej sytuacji ewakuować się jak najdalej stąd, a jednak ona nadal tkwiła w jednym miejscu, jakby oczekiwała od niego przyznania się do winy. Kurwa. Nie myślał racjonalnie, nie w tym stanie. Jego mózg był daleki od produkcji klarownych myśli. Nie miał bladego pojęcia po co Rhodes się tutaj pojawiła.
- Udowodnij mi, że stać się na ludzie odruchy i zejdź mi z oczu - rzucił chrapliwie, niewyraźnie. Gdyby jego umysł nie był tak ociężały, otumaniony przez ból i narkotyki, doszedłby do wniosku, że tylko ją zachęca, ale nie potrafił zmusić się do intelektualnego wysiłku. - Dzisiaj nic nie wskórasz tymi marnymi próbami prowokacji - mówił cicho, artykułując każde słowo z osobna, jakby chciał się upewnić, że drżący głos nie splata mu żadnego figla i Rhodes pojmie ich przekaz. W końcu zrozumie, że nie była tutaj mile widziana, że nie miał zamiaru się z nią szarpać na słowa, ani nic udowadniać. Dzisiaj był bezsilny jak nigdy dotąd. Chciał pobyć sam.
Ku jego ogromnemu rozczarowaniu ten pozbawiony instynktu samozachowawczego wybryk natury nie dawał za wygraną, trajkotał jak dewotki na świątecznym kiermaszu. Przymknął powieki, wyłączając się na moment. Zapragnął być gdzie indziej. Gdzieś ponad czasem i przestrzenią. Wyrwać się z tego ściskającego go za gardło strachu, bo za bólem zawsze stał strach, dławiący, olbrzymi.
Sens wypowiadanych przez Rhodes słów do niego nie docierał. Trwał w zawieszeniu, wsłuchując się wyłącznie swój przyśpieszony, świszczący oddech. P oraz kolejny zaciągnął się głęboko szlugiem, szukając w nim otuchy. Nie zarejestrował momentu, kiedy Ślizgona użyła zaklęcia na drzwiach. Łudził się, że pójdzie po rozum do głowy i jak otworzy oczu, znowu będzie sam. I w końcu to uczynił, nabierając do płuca łapczywie powietrza.
- Gå ad helvede til - wycedził przez zęby, wmawiając sobie ,że Rhodes była tylko i wyłącznie wybrykiem jego wyobraźni. Wmawiał sobie, że tym sposobem się jej pozbędzie. Zacisnął mocno palce na butelce, wlał sobie do gardła kilka kolejnych potężnych łyków, nie przejmując się tym ,że ona nadal tam była. Żeby całkowicie odciąć się od otaczającej go rzeczywistości. Od dawno nie był tak przytłoczony i pozbawiony chęci oddechu. Każdy wdech i wydech kosztował go nadludzkiego wysiłku.

@Raven Rhodes
[Obrazek: Ih9T0CN.gif]
Battle about getting up from bed
Next dance in circus of events
The life through fingers is swimming to emptiness
And battle for shred of myself
Odpowiedz
#7
  No trzeba zgredowi przyznać, że był wyjebiście wręcz kreatywny. Jak zwykle próbował uprzykrzyć jej życie do granic możliwości i odpłacić się pieknym za nadobne. Ona mu próbowała upierdolić karierę sugerując romans, on jej próbował upierdolić resztę i tak już kurwa marnego żywota, jakże dramatycznie ginąc na jej oczach bez żadnych świadków. Sama jak ostatni debil zamkneła drzwi, żeby nie było świadków. Całe to aktorzenie przed aurorami w kwestii rodziców pójdzie w pizdu, bo Hansen postanowił wznieść się na wyżyny swoich możliwości. No co za chuj.
  Wiedząc, że tylko skrajna wewnętrzna panika i lodowaty zewnętrzny spokój może ją w tej chwili uratować, wbrew swoim zwyczajom jak raz krytycznie przyjrzała się zawartości butelki. Nie wiedziała z jaką ilością zaczynał i ile jeszcze mu brakuje do zgaśnięcia światła, ale ewidentnie próbował sobie ulżyć w jakikolwiek sposób, byle szybciej. Przy okazji jeszcze się unosił tą swoją durną dumą, co może w klasie pełnej innych uczniów miałoby jeszcze jakikolwiek sens, ale byli sami do cholery jasnej. Jeśli myślał, że podobnymi tekstami jakimś cudem zwróci sobie resztki godności, to był nie tylko chujem i skurwysynem, za co go uwielbiała go nienawidzić, ale też głupim bucem, na co już żadnego wytłumaczenia nie miała. Jakieś granice trzeba było mu postawić, jasno i wyraźnie, dosadnie, żeby dotarło do tego rudego łba, bo kto wiedział, może naprawdę mu się wydawało, że byli w pieprzonej sali lekcyjnej.
  — Czy ty się w ogóle słyszysz? Biorąc pod uwagę twój stan to pewnie nie, ale do kurwy nędzy, jak długo się znamy? Ile razy wałkowałeś ten sam durny teskt, mając nadzieję, że co? Z nadobną czcią będę dławić się ilekroć spróbujesz mi na pokaz wpechnąć do gardła swój marny autorytet i wyższość moralną? Z kutasem miałbyś większe szanse powodzenia — wybuchnęła w końcu, mając po uszy siłowania się z nim. Jeśli tak bardzo potrzebował namacalnego dowodu kto jest w tej sytuacji silniejszy, to proszę kurwa bardzo. Mogła mu pieprznąć kazanie gorsze od czegokolwiek, co właśnie przechodził, a on może miałby siłę wlepić jej szlaban w jakimś obcym języku.
  — Myślisz, że nie widzę, że to nie jest zwykłe zalewanie pały i jak żałośnie próbujesz się przykryć kocykiem użalania się nad samym sobą? Wiem jak wygląda ból i cierpienie. Jakbyś słyszał, jakie bluzgi rzucałam przykuta do zimnej i mokrej ściany, dźgana i przypalana żywcem za każdym razem, kiedy miałam czelność zamknąć oczy, to może byś miał pojecie jak niewielkie wrażenie robią na mnie twoje przekleństwa w tym momencie. Jesteś ekwiwalentem potrąconego bezzębnego kundla, zdychajacego w rozmiękłym kartonie na deszczu w przydrożnym rowie, więc przestań na mnie warczeć, bo i tak oboje wiemy, że mnie nie pogryziesz. Skończ tę beznadziejną szopkę i daj sobie pomóc. Na całe twoje jebane nieszczęście jestem jedyną osobą w tym momencie, która może zrobić cokolwiek. Prawdopodobnie dlatego, że bogowie cię kurwa szczerze nienawidzą i najwyraźniej słusznie, więc albo zaczniesz współpracować, albo za chwilę wybiegnę zapłakana na korytarz, wzywając pomocy na pół cholernego zamku, bo niezależnie od mojej reputacji, nikt o zdrowych zmysłach nie będzie pociągał do odpowiedzialności za twój stan zaryczanej nastolatki, o czym najwyraźniej doskonale wiesz, skoro próbujesz udawać jedną — cały swój długi, niepokojąco spokojnym głosem przeprowadzony wywód zakończyła pełnym pogardy prychnięciem. Była wściekła, że chuj bombki strzelił jej wieczorną posiadówę i jakąkolwiek pracę nad tymi pieprzonymi skryptami, a Hansen zamiast docenić, że wzięła pod uwagę jego koszmarny stan i obchodziła się z nim jak z jajkiem, uznał za genialny pomysł ratować już nawet nie resztki, tylko pozory jakiejkolwiek godności, jak zwykle jej kosztem. Z ich dwójki to nie ona zwijała się na podłodze, ściskając butelkę alkoholu jak pluszowego misia.

@Jesper Hansen

'cause i may be bad but i'm perfectly good at it
Odpowiedz
#8
Rok szkolny 2019/2020


Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości