Wrzesień 2019 rok
01.02.22 - 14.03.22
          
[8 I]
16 VII
[28 I]
Urodziny Rachel
Wątek otwarty dla wszystkich
06 IX
[03 III]
Lekcja Numerologii
Lekcja dla VII rocznika
0000
0000
0000
0000
  Kolejny rok dobiega końca.
  Rok, który był wyjątkowy, taki w którym wiele się zmieniło, ale też taki, który przynosi nadzieję na nowy, lepszy początek.
  Przede wszystkim nasza Hogwarcka kadra uległa dużemu przerzedzeniu. Przeciwko dyrektorowi Darby’emu wystosowano zarzuty korupcji, nepotyzmu jak i ogólnego łamania prawa, w które zamieszanych było część nauczycieli. Z powodu licznych skandali został on odsunięty od władzy, a w miejsce profesorów ściśle współpracujących z nim, zatrudniono nowych. Mamy wciąż z tego powodu braki w kadrze, ale nowa pani Dyrektor robi co w jej mocy aby Hogwart stał się lepszym miejscem.
  Nadszedł też czas aby ogłosić wyniki na które wszyscy czekali — kto zdobywa Puchar domów?
  Z radością pragniemy ukoronować dom, który zdobył największą ilość punktówy, wykazał się wkładem i zaangażowaniem w życie swojej małej społeczności i doprowadzili ją na szczyt. W tym roku szkolnym zwycięzcą z 1062 punktami zostaje Hufflepuff! Wszystkim mieszkańcom domu Borsuka gratulujemy, a pozostałych zachęcamy by podążali ich śladami. Drugie miejsce z 989 punktami zajmuje Ravenclaw, trzecie miejsce z 874 punktami Gryffindor i czwarte miejsce należy do Slytherinu z 834 punktami.
  Lato nadchodzi, wszystkim wam życzymy mnóstwa przygód, dobrej zabawy i wypoczynku. Pragniemy was jednak prosić o roztropność i uwagę, byśmy mogli się spotkać wszyscy po wakacjach. Na wyspach dzieje się wiele dziwnych rzeczy, uważajcie na siebie, nie podejmujcie zbędnego ryzyka i przede wszystkim pamiętajcie, że to od waszych decyzji zależy, czy uda wam się spędzić szczęśliwe lato.

EpiskeyGabinet profesor Owens
#1
Gabinet profesor Owens
Wchodząc do pokoju każdego w pierwszej chwili uderza zapach pysznych, świeżych wypieków. Całe pomieszczenie przypomina raczej połączenie gabinetu i salonu. Część gabinetowa zaczyna się na wejściu, na wprost od drzwi znajduje się dębowe biurko (a na nim zawsze leży blacha pełna świeżych ciasteczek), a przed nim są dwa wygodne fotele dla odwiedzających. Po prawej stronie ściana w całości zagospodarowana jest regałami pełnymi książek, pergaminów i notatek. W części w stylu salonu znajduje się leżanka, sofa i fotel, tworzące idealne miejsce do prowadzenia grupowej dyskusji. Na ścianie wisi ozdobne lustro oraz oprawione portrety całej trójki dzieci profesor Owens. Wszystkie meble pasują do siebie eleganckim stylem, na miejscach do siedzenia leży kilka poduszek, którym Penelope co jakiś czas zmienia kolor. Głównymi motywami kolorystycznymi pokoju są szarości, złoto i ciemny brąz.
Odpowiedz
#2
17 V 2019 piątek, późne godziny popołudniowe

Do czego to musiało dochodzić, że ona jako opiekunka Gryfonów musiała prosić do swojego gabinetu uczniów, tylko dlatego że nie mogła ufać własnym uczniom. W sprawie powagi nadchodzących egzaminów oczywiście. Blisko czterdzieści minut temu posłała prefekta po Kettlewella, wcześniej oczywiście upewniając się że nie ma teraz chłopak zajęć, a teraz musiała na niego czekać. Kobieta machinalnie mieszała srebrną łyżeczką herbatkę różaną w filiżance, czy to nerwowo, czy to ze znudzenia - tego sama nie wiedziała. Po prostu zabijała czas. Przed sobą miała dzienniki lekcyjne, a w nich oceny jakie jej koledzy wystawiali uczniom i cóż. Jedno nazwisko zdecydowanie za bardzo się wyróżniało. Z jej ust wydobyło się ciche westchnięcie, po czym machnęła różdżką, by zamknąć dokumenty.
Nie myśl o tym za bardzo, Penelope, będzie na to czas, jak ten piątoklasista się tu pojawi, teraz uspokój myśli.
Siedzenie przy biurku dawało efekt łatwości popadnięcia w zadumę. Kobieta miała wrażenie, że wymaga się od niej więcej, jak od innych opiekunów domów. Może oprócz Rowla, ale też nie do końca. Jej dzieci w końcu były całkowicie pod jej prawną opieką cały rok. W zamku miała jeszcze więcej obowiązków, musiała pilnować w końcu wszystkich Gryfonów, a swoją trójkę to już szczególności. Koniec ich edukacji zbliżał się jednak nieubłaganie, a samo wspomnienie czasów pracy w Mungu sprawiało że zaczynała powoli rozważać powrót do dawnego zawodu.
Tam definitywnie czuła się zawsze bardzo potrzebna. Nawet jak momentami się męczyła.
Z tego zamyślenia zbudziło ją pukanie do drzwi.
- Wejdź Kyle i usiądź proszę - powiedziała, wskazując krzesło po drugiej stronie biurka - Herbatki? Domyślasz się czemu tu jesteś może?

@Kyrie Kettlewell
______
chwilowa awaria avatara
Odpowiedz
#3

Nie tak wyobrażał sobie spędzenie piątkowego wieczoru.
Kto by przypuszczał, że spędzi go w towarzystwie Penelope? On na pewno nie. Jasne, podejrzewał, że prędzej czy później będzie chciała popsioczyć na jego horrendalnie beznadziejnie wyniki w nauce i jeszcze gorsze zachowanie, ale nie sądził, że tak prędko się tym zajmie. Umiejętność nieodkładania wszystkiego na ostatnią chwilę była dosyć ciekawa, ale zdecydowanie... zbyt męcząca, by sam mógł uznać ją za wartość, którą chciałby kierować się w życiu. Przynajmniej w najbliższej przyszłości. Kto wie, na starość może zgłupieje i spróbuje.
Gdy sowa pocztowa w osobie prefekta dopadła go na korytarzu na siódmym piętrze, zasalutował tylko od niechcenia, pokazując, że zrozumiał i niezwłocznie uda się w odpowiednie miejsce. Tak też zrobił, zahaczając wpierw o dormitorium i opróżniając kieszenie z towaru, którego wolał nie prezentować opiekunce domu. Chciał w końcu z całej tej pogadanki wyjść żywy. Żeby dodatkowo zwiększyć szansę wyjścia z tej konfrontacji bez większego uszczerbku na zdrowiu psychofizycznym, mógł też pozbyć się z bluzy smrodu tytoniu, ale pomyślał o tym dopiero po zapukaniu w drzwi jej gabinetu. Odpowiedziała szybciej, niż w ogóle zdążył sięgnąć po różdżkę, więc dał sobie spokój.
Przez próg przeszedł zgarbiony, woląc na wejściu nie zaryć głową o futrynę. Zerknął przelotnie na Penelope, nie artykułując żadnych grzecznościowych formułek, nie wyjmując nawet rąk z kieszeni. Przynajmniej kaptura nie miał aktualnie zarzuconego na głowę, choć przemknęło mu przez myśl, że gdyby go założył, to byłoby lepiej. Dla niego, oczywiście.
Jasne, chętnie. A ciasteczka do tego...? — wymruczał absolutnie poważnie, okręcając krzesło o sto osiemdziesiąt stopni, by ostatecznie usiąść na nim okrakiem, krzyżując ręce na jego oparciu. Wzrokiem skanował książki poustawiane na najbliższym regale, sprawdzając, czy od czasu jego ostatniej wizyty pojawiły się tam nowe pozycje. Nie, żeby tego jakoś bardzo oczekiwał. Minęło zdecydowanie za mało czasu.
Po jej ostatnim pytaniu pokierował spojrzenie na herbatkę i oparł brodę na rękach.
Mogę udzielić porady, czemu nie. — To byłoby zdecydowanie przyjemniejsze, niż to, do czego, jak sądził, piła Penelope. Nawet, jeśli miałaby mu za to nie zapłacić. Robienia za szkolnego terapeutę nie motywował w końcu jedynie materialistycznymi pobudkami. Na ogół. — Niech zgadnę: problem z dzieciakami? — Młode Owensiątka zawsze odwalały jakieś maniany. Że też chciało jej się w ogóle z nimi użerać. Czas, który na nie marnowała, mogła przeznaczyć na tyle ciekawszych rzeczy... Ale w końcu życie składało się z samych absurdów.

@Penelope Owens


Odpowiedz
#4
Doceniała instytucję prefektów w Hogwarcie. Ułatwiali jej pracę niemiłosiernie, zwłaszcza od momentu jak została awansowana na opiekuna domu. Słysząc brak protestów na propozycję herbaty, stuknęła różdżką w czajniczek z herbatą, który nalał im do filiżanek porcje herbatki różanej. A zapytanie o ciasteczka? Aż na jej ustach pojawił się serdeczny uśmiech.
- Szarlotka. Daj znać czy nie przesadziłam z cynamonem - powiedziała mrugając do niego porozumiewawczo. Stety niestety należał do czołówki wychowanków którzy ją tu gościli. Nie z powodu korepetycji z zielarstwa. Zdecydowanie powinien więc wiedzieć że ta blacha na biurku to nie jest do ozdoby, ale doceniała kurtuazję.
Zadowolenie z zachowania ucznia nie trwało jednak długo, bo usłyszała słowa które… no cóż, brak słów. Kobieta zmarszczyła brwi, a usta zacisnęła w wąską kreskę.
- Niech mnie pan źle nie zrozumie panie Kettlewell - powiedziała dość szorstko akcentując nazwisko ucznia, by wiedział że mówi na poważnie - Gdybym miała problemy rodzinne wymagające pomocy specjalisty, to bym się do niego udała. Korzystanie z pomocy podopiecznych byłoby… nieprofesjonalne, nieprawdaż?
Po tych słowach wbiła w niego świdrujące spojrzenie, unosząc jednocześnie do ust filiżankę z herbatą różaną. Tak, zdecydowanie wymagała od niego odpowiedzi w tym momencie. Być może i nawet przeprosin zainsynuowanie że ona nie radzi sobie z wychowaniem swoich, jakby nie patrzeć, dorosłych dzieci.
Jeżeli się jednak przeprosiny nie pojawiły, tylko coś innego, to nie zamierzała dopuścić Kettlewella do głosu. Nie, dzisiaj nie miała sił z nim mówić na ty, czy też żartować. Piątoklasista za chwilę miał zdawać SUMy. A jego oceny w ostatnim czasie… dawały spore pole do popisu jeszcze. Zdecydowanie zbyt duże.
- Jesteś tutaj, byśmy mogli sobie porozmawiać na temat nadchodzących egzaminów ze Standardowych Umiejętności Magicznych. Twoje wyniki z przedmiotów… są marne. I mówię tu tylko o informacjach jakie doszły do mnie od twoich nauczycieli z ostatniego miesiąca. Dlatego chciałabym się dowiedzieć jak idą twoje przygotowania, by być może oszczędzić sobie wizyty u twoich rodziców w sierpniu.
Nie, nie byłą to groźba. Było to stwierdzenie faktu. Faktu o którym wolała uświadomić zawczasu uczniowi.

@Kyrie Kettlewell
______
chwilowa awaria avatara
Odpowiedz
#5
Pogratulował sobie w duchu, że zapytał o ciasteczka, które w połączeniu z różaną herbatką stanowiły doskonały początek ich spotkania. Odruchowo odpowiedział na serdeczną ekspresję opiekunki, wykrzywiając usta w próbie uśmiechu, która jednak bardziej przypominała grymas kogoś, kto właśnie oberwał patelnią w głowę. Ze wzrokiem utkwionym łapczywie w pyszności wyciągnął leniwie dłoń, a że miał ją na tyle długą, udało mu się zaopatrzyć w herbatkę bez konieczności podnoszenia się z krzesła. Nie rozlał jej też po drodze, zaliczając kolejny już sukces. Upił kilka łyków, zastanawiając się, czy uda mu się to pasmo zwycięstw utrzymać do końca wizyty.
Na odpowiedź długo nie musiał czekać.
Ledwie po trzech minutach po przekroczeniu progu gabinetu stał się wrogiem publicznym numer jeden, co dało się bezbłędnie odczytać jak nie ze wzroku Penny, to z jej słów. Oczywiście, było to jego winą, bo wypalił z grubej rury, zamiast wystosować propozycję w sposób bardziej, powiedzmy, adekwatny do sytuacji. Może i nie miał na myśli nic złego, a już tym bardziej nie insynuował, że nie była dobrą matką, ale jak teraz pomyślał w retrospektywie o tym, co powiedział, nie dziwił się, że tak to mogło zostać odebrane. Ojć. No głupio mu się trochę zrobiło, co obwieścił światu uciekającym gdzieś w bok spojrzeniem.
Sorry... — wymamrotał w rękaw mundurka, bo co jak co, ale ta pozycja była wygodna i dopóki nie przeszkadzało to psorce, to nie miał zamiaru sobie życia uprzykrzać. — Ummm. Serio. Ja... Chodziło o to, że... — Im bardziej szczere były jego intencje, tym ciężej przychodziło mu używanie odpowiednich słów. No, chyba że chodziło o robienie za domorosłego terapeutę. — Ehhh. Racja. — Chociaż miło było wierzyć, że przynajmniej w czymś był dobry, nie mógł się z nią nie zgodzić. Mógł udzielać dobrych rad, ale wciąż daleko mu było do profesjonalistów w tej dziedzinie. — Po prostu wiem, jakby, no, z autopsji, jak się zachowują nastolatkowie i do czego są zdolni, a co nie zawsze jest błędem rodzicielskim. — Wzruszył lekko ramionami i zamilkł, czując, że im mniej mówił już na ten temat, tym lepiej. Miał mniej okazji, by znowu się wygłupić i niechcący ją zdenerwować.
Nie patrzył na nią, ale czuł na sobie jej wzrok, a że bez tego już poczuł się wystarczająco niekomfortowo, postanowił znaleźć pewne ukojenie w herbatce. Nie znalazł, za to prawie się nią zakrztusił, bo jak się okazało, gardło miał tak coś dziwnie ściśnięte.
W ciszy wysłuchał jej kolejnych słów, potwierdzających jego początkowe przypuszczenia. Wiedział, że nie zdoła tego uniknąć, ale jednak trochę się tą nadzieją mamił. Na wzmiankę o rodzicach wykrzywił usta niemal w komiczną podkówkę, co z pewnością dostrzegła, choć trwało to ułamek sekundy. Durne ciało, że też musiało tak go zdradzić.
Oceny to tylko oceny — wymruczał dalej w rękaw, cicho i jak zwykle powoli, ale z pewną nutą defensywności, po wyłapaniu której zamilkł na dłuższy czas. Nie sądził, że był to odpowiedni czas i miejsce na uświadamianie Penny, że absolutnie nie widział dla siebie żadnej przyszłości, nie ze swoim pechem, który krzyżował mu większość planów, przez co przestał przejmować się ocenami. Właściwie to można byłoby podejrzewać, że wywalenie go z zamku spotkałoby się z aprobatą profesorów, jako że mieliby na głowie o jeden problem mniej. Penny z pewnością jawiła mu się jako dobra kobieta, ale nie był aż tak naiwny, by sądzić, że faktycznie przejmowała się nim czy jego życiem. Jej działaniami kierował pewnie czysta chęć sprostania obowiązkom, którymi opatrzona była zajmowana przez nią posada.
To... katorga. Prawdziwa masakra. — Zdał sobie sprawę, że zaczął zdanie od końca, więc dodał: — Uczenie się czegoś, co nie jest interesujące, co prawdopodobnie też nie przyda mi się po szkole. — Już nie dodał, że było też bardzo męczące, bo z tego pewnie doskonale zdawała sobie sprawę. — Może nie jestem tak głupi, by sobie nie poradzić z opanowaniem podstawy programowej, ale... motywacja? — Zmrużył lekko oczy, wciąż wpatrując się w herbatkę na biurku. — Jasne, odpala się czasem i jest fajnie, ale rzadko wtedy, kiedy w grę wchodzą zajęcia. Ich większość. — Znów zamilkł na dłuższą chwilę. Gdy odezwał się ponownie, przeniósł w końcu zmęczone spojrzenie na Penny.
Ta, wiem, brzmi jak wymówka. Nieważne. Wystarczy, że podciągnę się na tyle, by zdać na kolejny rok, nie? I wszyscy będą zadowoleni. — Cisnęły mu się na usta pytania, które chciałby jej zadać, ale nie był pewny, czy miało to sens i czy w ogóle by mu odpowiedziała. Może by się tylko wygłupił. Albo znowu ją wkurzył.

@Penelope Owens
Odpowiedz
#6
Istniała niewidzialna linia, której nigdy nie pozwalała swoim uczniom przekraczać. Owszem, użyła wcześniej zdrobnienia "Kyle", zamiast pełnego imienia Kyrie, by nadać ich rozmowie mniej formalny ton. Owszem, częstowała chłopaka herbatką i wypiekami by poczuł się nieco bardziej swobodnie. Nie znaczyło to jednak by była teraz jego koleżanką i nie należała jej się pewna doza… szacunku. Nie z powodu zawodu, tylko z powodu pozycji jaką piastowała i kim była wobec małoletniego. Jako opiekunka domu Lwa miała na sobie niebywałą ilość dodatkowych obowiązków wobec wszystkich Gryfonów. Jeżeli małoletni o tym zapominali, to nie miała innego wyboru jak dobitnie im o tym przypomnieć.
Pomimo niemal komicznej różnicy wzrostu pomiędzy nimi, to patrzyła z lekką wyższością na szesnastolatka. Plątanie się i brak słów, uciekający wzrok - wyraźne oznaki tego, że dobrze zaznaczyła kto tu rozdaje karty. Tego się mieli trzymać.
- Domyślam się że wiesz z autopsji jak zachowują się twoi rówieśnicy, ale sama wcale nie tak dawno byłam w waszym wieku. Mam po prostu inną perspektywę co do tego czasu. Niemniej, jak rozumiem skończyliśmy już temat omawiania mojego życia rodzinnego, prawda? - powiedziała jednostajnym tonem, wciąż nie odrywając wzroku od obecnego piątoklasisty. Gdy zakrztusił się herbatą, to kobieta leniwie chwyciła różdżkę, by delikatnie nią skinąć w kierunku jego twarzy szepcząc formułkę "Anapneo". Zaraz jednak ją odłożyła na bok, po czym splotła palce i oparła na tej konstrukcji brodę.
Pozostało jej wysłuchać monologu Kettlewella. Standardowe wymówki uczniów którzy tłumaczyli dlaczego nie chciało im się pracować nad takim, a nie innym materiałem. W większości wypadków wywracała wewnętrznie oczami ich słuchając. Po raz tysięczny. By skończyć jeszcze bardziej standardową deklaracją że przecież się prześlizgnie na kolejny rok. Kobieta cicho westchnęła słysząc to.
- Mam wrażenie że się odrobinę nie zrozumieliśmy Kyrie - przejście z nazwiska na imię by nadać rozmowie mniej formalny ton, jednak pozostawiła formalność nie posługując się jego preferowanym zdrobnieniem. Klasyczne kontrolowanie rozmowy - Powiedz mi czy orientujesz się odnośnie specyfiki uczęszczania na szósty i siódmy rok w Hogwarcie? Na czym polega główna różnica względem wcześniejszych lat? Podpowiem, że zahaczyłeś o ten temat wspominając o niechęci jeżeli chodzi o uczenie się przedmiotów nieinteresujących cię.
Penelope rozplotła palce po czym ze stoickim spokojem dała mu kilka sekund do namysłu, chwytając za filiżankę i upijając kolejny łyczek herbaty. Z delikatnym brzdękiem odłożyła go na spodek. Jeżeli chłopak odważyłby się w końcu spojrzeć jej w twarz, to zobaczyłby że jej oblicze ponownie jest łagodne, wręcz zapraszające do rozmowy. Oczywiście nie naciskała.
- Wiedza podstawowa, czy też ogólna to nieocenione narzędzie. Wierz mi lub nie. Nikt nie wymaga od ciebie zostania ekspertem w tym czym się nie interesujesz, jednak jesteś obecnie na roku gdzie poznajesz podstawowe końcowe zasady całego świata jaki cię otacza. Odrzucanie tego z nudy uczynić cię może ignorantem, a doskonale wiem że stać cię na więcej. Może więc powiesz jakie tematy cię najbardziej interesują? - kolejne łagodne słowa, by zachęcić ucznia do nieco szerszego otworzenia się.

@Kyrie Kettlewell
______
chwilowa awaria avatara
Odpowiedz
#7
Mmm — wymamrotał odruchowo w rękaw, zmuszając się, by ponownie na nią spojrzeć - ledwie na kilka sekund. Niesubtelnie prezentowana ekspresja zbyt mocno przypominała mu to, co widywał na co dzień w domu. — Temat? Jaki temat? Żadnego tematu sobie nie przypominam. — Uwieńczył to wyjątkowo przekonujące stwierdzenie wisienką na torcie, którym był niewinny uśmiech. Krótki, oczywiście, żeby przypadkiem się nie okazało, że znowu dostanie po uszach, tym razem za nadmierne spoufalanie się, co zupełnie odbiegało od jego intencji. Czy raczej by odbiegało, gdyby jakieś konkretne w tej chwili posiadał. Na razie zadowolił się porzuceniem niezręcznej kwestii i postanowił delektować się herbatką do momentu, aż ta nie spróbowała go zabić. Na szczęście Penny wciąż stała, tudzież siedziała na straży i kolejny raz udowodniła, że na jej warcie nikt trupem nie padnie, a przynajmniej nie z powodu zakrztuszenia. Nie chciał wyjść na większego niewdzięcznika niż zwykle, więc dalej metodycznie unikając odwzajemnienia spojrzenia, które nieustannie czuł na sobie wyciągnął w jej stronę kciuka. Postanowił też na razie pozostawić napój samemu sobie. Wolał nie zaciągać kolejnego długu wdzięczności u Penny.
Minimalnie zmarszczył brwi, gdy zwróciła się do niego pełnym imieniem.
Kyle — poprawił ją cicho, prawie niedosłyszalnie, dalej w rękaw, bo było to silniejsze od niego. Oczywiście, że nie zamierzał podejmować jakiejkolwiek próby jawnego buntu, bo raz, było ty zbyt męczące, a dwa - z góry skazane na porażkę i jedyne, co mogło mu zapewnić, to naganę, utratę punktów czy w najgorszej wersji szlaban. Z resztą, jasne jak słońce było, kto tu rządzi i on nie zamierzał tego podważać. Z drugiej strony również nie widział potrzeby do nadmiernego akcentowania swojej wyższości i może nie kopania, ale szturchania leżącego. W końcu miał powód, dla którego przedstawiał się tak, a nie inaczej, i powodem tym zdecydowanie nie było zwykłe widzimisię.
Chodzi o to, że na szóstym i siódmym roku można uczęszczać tylko na te przedmioty, z których zdało się SUMY, tak? — Choć zasady funkcjonowania magicznej placówki obchodziły go tak, że prawie wcale, nie był też kompletnym tumanem. To, że nie lubił o czymś myśleć, nie znaczyło od razu, że nie zdawał sobie sprawy z tak elementarnych kwestii. Lubił za to nie martwić się niepotrzebnie, co też odkrył stosunkowo późno, tracąc poprzednie lata na narażanie się na stresy, które z pewnością odjęły mu z kilka lat życia. Teraz jednak, skoro Penny wywlekła ten temat na światło dzienne, musiał się z nim skonfrontować, choć bardzo, bardzo nie chciał, czego nawet nie starał się ukryć. Wbijał uparcie wzrok w podłogę, palcem zaś zaczął uderzać początkowo chaotycznie o lewy nadgarstek, z czasem coraz bardziej rytmicznie. Ale by sobie chętnie pobrzdąkał na gitarze. Nawet na bębnach by mógł spróbować, a co tam. Wszystko, byleby znaleźć się gdzieś indziej.
Wyczuł delikatną zmianę w głosie opiekunki, zerknął nawet na nią przelotnie, zastanawiając się, czy chciał się tak wystawiać i na własne życzenie wchodzić w tą misternie utkaną, pajęczą sieć. Nie mógł zaprzeczyć, że jakaś jego część, ta durna i domagająca się atencji chciała jak zwykle walnąć z grubej rury, a choć zwykle, niezależnie od sytuacji nie gryzł się w język nawet, gdy powinien, tym razem postanowił to zrobić. Metaforycznie, oczywiście, bo samookaleczanie się na oczach profesor było średnio roztropnym rozwiązaniem nawet jak na jego standardy. Na podejmowaniu decyzji często tracił sporo czasu i nie inaczej było tym razem, chyba, że w międzyczasie Penny postanowiła dorzucić jakiś komentarz. Ostatecznie uznał, że nie skorzysta jednak z prawa do zachowania milczenia, bo pewnie w takim przypadku to spotkanie ciągnęłoby się latami. Ze swoją typową miną zbitego psa, którą mniej lub bardziej regularnie prezentował od momentu przekroczenia progu gabinetu, odwzajemnił kontakt wzrokowy. Miło, że w końcu przestała aż tak bardzo przypominać mu macochę.
Dobra ta herbata — zaczął neutralnie, na pierwszy ogień rzucając temat marginalny, przy tym obarczony największym ryzykiem zapomnienia. A w końcu lepiej komplementy było lepiej mówić, niż ich nie mówić. Zazwyczaj. — Cóż. Mogę powiedzieć, ale nie sądzę, żeby była tym profesor zachwycona. — Nikt nie był. Co innego, gdyby pasjonował się choćby taką teorią magii, transmutacją czy magią medyczną. Dobre, szanowane i opłacalne dziedziny magii, w których zupełnie się nie odnajdywał. Co innego... — W przypadku muzyki — wymamrotał, ponownie zaczynając zdanie od połowy. — Ekhm. Tak. Z przedmiotów, oczywiście... ONMS jest spoko. Lubię zwierzęta. Choć one mnie... różnie — zmarszczył lekko brwi, trafiony nagle tą realizacją w samo serce. Nie, żeby się tym przejął, oczywiście, nawet wzruszył ramionami nonszalancko, tak bardzo go to nie obchodziło. — Zaklęcia przydają się na co dzień i nawet łatwo je zapamiętuje. — Inna sprawa, że w potrzebie często zapominał poprawnych inkantacji. — Starożytne runy na pierwszy rzut oka nie wydają się zbyt ekscytujące, ale jakoś tak, wie pani, trochę mnie do tego ciągnie. Może mógłbym tłumaczyć poe... Różne teksty, tak. — Ciekawe, czy było to jakkolwiek opłacalne zajęcie. Pewnie nie. — Spora część uczniów jest zainteresowana OPCM i no, muszę przyznać, że ja również. Poniekąd. Znaczy, po prostu wiem, że nawet jeśli mam do tego jakiś dryg, nawet taki minimalny, to ostatecznie to, hm. Nie dla mnie. — Obrona przed czarną magią jak żaden inny przedmiot potrafiła pobudzić wyobraźnie - walka dobra i zła, może nawet kariera aurora... Dużo splendoru, szanowana pozycja społeczna, ryzykowanie życia niczym superbohater brzmiało obiecująco, ale wcześniej trzeba było przejść bardzo trudne egzaminy wstępne. Poza tym był pewny, że pechowców nie przyjmowano w szeregi tak elitarnych jednostek. Nie, on nie potrzebował czegoś takiego. Wolałby się zająć muzyką, ale tego już na głos nie powiedział. Nie miał po co. Nikt nie brał go na poważnie.
Z pozostałych przedmiotów lubię jedynie niektóre wąskie zagadnienia, na przykład z takiego zielarstwa Kłaposkrzeczki albo ksylomancję z wróżbiarstwa, a z eliksirów pa... — Zamilkł gwałtownie, zdając sobie sprawę, że "panią Odette" nie była odpowiedzią, która ucieszyłaby Penny. — Ummm, patroszenie beczułki rogatych ropuch...? — Tak, na ten moment musiał zakręcić swój kurek informacji. Była to najrozsądniejsza decyzja, jaką podjął w tym dniu. Prawie się poczuł jak prawdziwy dorosły.


@Penelope Owens

Odpowiedz
#8
Rok szkolny 2019/2020


Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości